środa, 17 czerwca 2015

Talent to niejedyny rodzic sukcesu.




Dałaś mi Kochanie  ostatnio wielką lekcję. Czy już Ci pisałam Iduś, że od Ciebie i z Tobą uczę się najwięcej? Jeśli nie to śpieszę naprawić ten błąd.


Ale wracając do lekcji :) Ostatnio wielką fontanną barw i kształtów rozbłysnął Twój talent artystyczny. Wielobarwne linie i kreski, które zostawiasz na kartkach papieru (i nie tylko :)!) zaczęły przybierać znajome kształty. Rysujesz przepiękne buzie, cudne króliczki, swojego ukochanego Mikiego i milion innych ciekawych stworków. Zachwycona jestem Twoją malarską twórczością, jak zresztą szeregiem innych umiejętności, które zdobywasz, a które odbijają się uśmiechem na Twej pełnej przejęcia, zaangażowania buzi.

Większość osób, którym pokazuje z dumą Twoje prace (tak, tak chwalę się dumna i blada, nic na to nie poradzę, że wielką radością są dla mnie Twoje małe szczęścia) patrząc na nie mówi "Ma talent", albo "Pewnie jest utalentowana w tym kierunku, skoro maluje tak w tym wieku".Szczerze Ci napiszę, że nie sprawdzałam jak w stosunku do wieku, mają się Twoje talenty :), i nie umniejszając im w żaden sposób, bo uważam, że posiadasz ich pewnie mnóstwo różnych, jeszcze nawet nie odkrytych, to wiem, też, że rodzicem Twojego artystycznego sukcesu nie jest sam talent na pewno.

Tylko Ty, Ja, Tata i inni bliscy wiemy, że swoje pierwsze kredki dostałaś około roku.

Tylko Ty, Ja, Tata i inni bliscy wiemy ile kilometrów papieru, malowanek, ścian (!), szaf (!) zamalowałaś z pasją rozwijając swój talent.

Tylko Ty, Ja, Tata i inni bliscy wiemy, ile godzin spędziliśmy wykonując Twoje prośby i rysując kolejne ludziki, buźki, stworki, kiedy ty obserwowałaś z uwagą nasze poczynania.

Tylko Ty, Ja, Tata i inni bliscy wiemy, że miałaś momenty zwątpienia, i denerwowałaś się sama na siebie, kiedy nie osiągałaś zamierzonego przez siebie efektu.

Tylko Ty, Ja, Tata i inni bliscy wiemy, że trzeba było być uważnym towarzyszem, zwracać uwagę na język,którym do Ciebie mówimy, na swoje reakcje kiedy zostawiałaś ślad swojej artystycznej działalności na scianie, by nie zgasić nieopatrznie w Tobie ognia pasji, dziecięcej duszy odkrywcy i tego jedynego w swoim rodzaju entuzjazmu.

Zmierzam do tego Iduś, że tak naprawdę wierzę, że każdy z nas rodzi się z niezliczoną liczbą tzw. talentów. Z biegiem lat rozwija jednak tylko niektóre. Co jest podyktowane osobistymi wyborami, napotkannymi nauczycielami, mistrzami, inspiracjami i predyspozycjami własnymi.

Talent to niejedyny rodzic naszych sukcesów.

Dołożyć trzeba do niego pracę, czułą troskę o własne zdolności i sprzyjające warunki do wzrostu.

Wszyscy mamy talenty, czasem tylko Ktoś musi kupić nam kredki byśmy je odkryli, czasem te kredki musimy kupić sobie sami. Czasem ktoś musi coś zmilczeć, by talentu w nas nie zgasić, a czasem wręcz przeciwnie w naszą stronę musi skierować kwiecistą pochwałę na rzecz naszego talentu. Czasem by talent się pojawił i zakiełkował musimy w niego uwierzyć sami, stworzyć mu warunki do wzrostu i po prostu towarzyszyć w rozwoju.

Nawet najpiękniejszy kwiat nie rozkwitnie, gdy  warunki są niesprzyjające, nie dostarcza mu się światła i wody.

A nawet ten, z pozoru niepozorny może przybrać na sile, i urodzie, gdy się o niego odpowiednio zatroszczyć.

Dałaś mi prawdziwą lekcję pokazując, że:

1. Praca może być jednocześnie zabawą i przyjmnością, jeśli się w to nie wierzy, warto poobserwować dzieci.

2. Zaangażowanie i konsekwencja działania są wielkim sprzymierzeńcem osiągania celów.

3. Nasze otoczenie może być wsparciem lub przeszkadzaczem, warto więc wtedy kiedy możemy, świadomie wybierać środowisko w którym żyjemy.

4. To co z pozoru powstaje z chwili na chwili (patrz Twój rysunek zrobiony, gdy ja w kuchni parzyłam herbatę) tak naprawdę jest konsekwencją i skutkiem wcześniej podjętych działań i pracy.

5. Sama droga do celu jest wielkim szczęściem i odmalowuje się wspaniałym uśmiechem na naszej twarzy, gdy zadbamy o płomień naszego wewnętrznego entuzjazmu.

Pamiętaj Iduś masz wiele talentów. Masz też niesamowity entuzjazm, ciekawość świata, pasję tworzenia i zaangażowanie do pracy. Nie zgub tego po drodze ku dorosłości. Niech przypomnieniem wszystkich darów będą Twoje dziecięce obrazki, które wyrosły z zaangażowania, wielogodzinnej pracy będącej jednocześnie zabawą i przyjemnością, radości tworzenia, entuzjazmu i talentu właśnie.

Kocham Cię, i jestem z Ciebie bardzo dumna Mama

środa, 10 czerwca 2015

Pisz pięknie ...




Nie wiem Kochanie czy będziesz kochać czytać książki podobnie jak Ja. Jednak chcę Ci opowiedzieć o swojej miłości do czytelnictwa. Od najmłodszych lat uwielbiam czytać. Chętnie zanurzam swój umysł w ciekawych, ciepłych powieściach, w książach z dziedziny psychologii, mądrych poradnikach i tomikach poezji.

Większość moli książowych takich jak ja nie lubi w książkach nudy, i nie lubi gdy są "napompowane", nieprawdziwe.

Większość czytelników szuka książek, które otulają wszystkie zmysły, takich w których czuje się zapachy, smaki, emocje. Takich, które inspirują, motywują i dodają piękna naszemu życiu.

Pomyślałam, że fajnie byłoby na świecie, gdyby ludzie, traktowali swoje życie tak jak pisarz pisaną powieść.

Po pierwsze musieliby wówczas wziąć za swoje życie odpowiedzialność, być proaktywni i wybierać świadomie jaką treścią wypełniają swoje istnienie.

Po drugie zastanowiliby się kogo wyznaczyć na głównego bohatera swojego życia, i wielu zauważyłoby, że głównym bohaterem są sami.

Po trzecie zyskaliby samoświadmość, i spojrzeliby z boku, na siebie, swój świat, i to czym go wypełniają.

Po czwarte uważniej dobieraliby współbohaterów powieści, i mogliby zastanowić się z kim chcą dzielić swoją codzienność.

Po piąte może skłoniłoby ich to do znalezienia swojej życiowej misji, wszak większość powieści zaczyna się od jakiegoś motta.

Po szóste książki niby nie ocenia się po okładce, ale jak wiemy często przyciąga ona uwagę, i to dzięki niej sięgamy lub nie po jakąś powieść, więc może więcej osób zadbałoby bardziej o to co pokazuje sobą i swoim życiem światu.

Po siódme skoro nikt z nas nie lubi nudy w powieściach, to wielu z nas zastanowiłoby się jak ożywić swoją codzienność i wypełnić ją ciekawymi, wartościowymi rzeczami.

Po ósme dotarłoby do nich, że najciekawsze, najpiękniejsze powieści nie umierają nigdy, ponieważ żyją w sercach kolejnych pokoleń czytelników, więc może zechcieliby jeszcze piękniej żyć.

Ja kochanie żyję tak każdego zwykłego dnia, jakbym zapisywała treścią swoją życiową powieść. Staram się być proaktywna i brać odpowiedzialność za swoje codzienne wybory, świadomie wybieram to kto jest współtowarzyszem mojej życiowej drogi, a także jaką treścią wypełniam swoje serce, swój umysł, swoje życie. Często spoglądam na siebie z boku, by nie stracić z oczu tego, co jeszcze trzeba udoskonalić, nad czym trzeba się pochylić. Wiem, że każdy dzień to ważna strona, wiem też, ze na którejś kolejnej pojawi się niezależnie ode mnie napis "the end" więc staram się być obecna, wypełnić dane mi chwile, pięknem, ciepłem, kolorem, przyjemnych zapachem i smakiem, dobrymi uczuciami, dobrym słowem a nade wszystko miłością.

Pisz z pasją swoją własną powieść. Bądź obecna w swoim życiu. Wypełniaj treścią swoje jestem. Żyj tak by chciało Ci się wracać wspomnineniami do już zapisanych stronic, by było się ciekawym tych nowych, które powstaną, i by nade wszystko chciało się żyć tymi, które się aktualnie tworzy.

Ciekawa jestem bardzo Twojej życiowej powieści. Jestem pewna, że wypełnisz ją piękną treścią, która zapisze się w wielu sercach.

Kocham Cię mocno, Mama

wtorek, 2 czerwca 2015

Waga "zwykłych" dni.



Pisałam Ci Iduś, o tym by pamiętać, że jesteś ważna, że jesteś kompletną częścią wiekszej całości, że w każdej chwili swojego istnienia wysyłasz swoją energię w świat. Z tej lekcji wypływa kolejna kochanie. Skoro Ty jesteś ważna, to znaczy, że każdy jest ważny, każdy ma jakąś unikatową energię, którą kieruje w stronę wszechświata.

Dlaczego o tym piszę?

Chyba dlatego, że zauważyłam, że ludzie (pisząc ludzie mam na myśli również siebie)  mają tendencję do przeceniania tego co niecodzienne i okazjonalne, a nie doceniania, tego co powszechne, co wypełnia treścią ich codzienność. 

Dla przykładu: często ktoś rozpływa się nad tym jak cudownie by było porozmawiać czy spotkać się z tym czy tamtym profesorem, z tym czy tamtym aktorem, posłuchać muzyki w filharmonii,albo wypić kawę w tej a nie innej restauracji. Wydaje nam się, że jedynie w okazjonalności jest wyjątkowość. Tymczasem wyjątkowość jest zadomowiona w naszej codzienności, i to tam właśnie na nas czeka, ale ponieważ nie kierujemy na nią swej uwagi nie dostrzegamy jej i tracimy to co prawdziwie ważne z oczu.

Gdybyśmy słuchali z taką samą uwagą naszych rodziców, babć, albo napotkanego dozorcę z jaką słuchamy wykładów na wyższych uczelniach, pewnie nie mniej mądrości moglibyśmy posiąść.

Gdybyśmy tyle samo finezji poswięcali w niewinny flirt ze sprzedawcą owoców na targu, czy kelnerem w kawiarni, ile poświęcamy na wyszykowanie się na wielkie wyjścia, to z pewnością codzienność miałaby więcej uroku.

Gdybyśmy wkładali czas i serce w przygotowywanie naszej porannej herbaty i kawy, to kto wie czy nie smakowałaby ona równie dobrze, o ile nie lepiej od tej pitej w drogiej kawiarni.

Gdybyśmy z taką wielką uwagą wybierali kanał radiowy, albo słuchali ptaków i żab, z jaką wybieramy koncert na który kupujemy bilet, to pomyśl jak cudownymi dźwiękami wypełniłby się nasz świat.

Nie zrozum mnie źle Kochanie, uważam, ze wielkie wyjścia, niecodzienne okazje, wyjątkowe, świąteczne chwile są potrzebne nam wszystkim. Nie chcę także byśmy rezygnowali z picia kawy w kawiarni, ba ja sama mam kilka ulubionych miejsc, w których lubię bywać. Chodzi mi raczej o to by z równą uważnością traktować tzw. "zwykłe" (cokolwiek to słowo znaczy, bo dla mnie każdy dzień mojego istnienia jest niebywały) dni, "zwykłych" ludzi, "zwykłe" rozmowy, "zwykłe" wizyty, "zwykłe" wyjazdy", "zwykłe" ptasie koncerty itd.

Pamiętam pewien grudzień, tzw. "zwykłe" szkolenie. Zakopane, zbieranina różnych osobowości. Ja zwykła dziewczyna z  Polski lat 26, Patryk zwykły mężczyna z Francji lat 42, Frank zwykły mężczyna z Angli lat 60 i jeden z najbardziej niezwykłych, szczęśliwych momentów w moim życiu. Dlaczego? Bo w tych zwykłych okolicznościach prowadziliśmy niezwykłe rozmowy, śmialiśmy się niezwykle głośno i prawdziwie, zbudowaliśmy niezwykle dużego bałwana, zawarliśmy niezwykle ciekawe znajomości i niezwykle dobrze się dogadywaliśmy się, (czasem bez słów) jak na takie zróżnicowane wiekiem i pochodzeniem towarzystwo. Byliśmy po prostu wszyscy uważni na te widoki, na te smaki, na te rozmowy, na tę wymianę spojrzeń, na siebie itd.

Po tym okresie z taką samą uwagą traktowałam już inne "zwykłe" dni. I wiesz co  okazało się, że niezwykle mi one smakują :).

Lubię jeść obiad z Twoimi Dziadkami, lubię spotkania rodzinne, lubię pogawędzić z Panią Woźną, lubię usmiechnąć się do sąsiadki, lubię pogawędzić z Dziaduszkiem Działkowiczem na naszej spacerowej trasie, lubię wymienić kilka uwag ze sprzedawczynią w sklepie. Z wielką uwagą słucham Twoich Prababć, bo mają wiedzę o czasach mi nieznanych i widzą świat tak jak ja go nigdy nie zobaczę, czyli po swojemu. Jestem uważna (a przynajmniej próbuję być) na to co przynosi dzień, co przynoszą napotkani w nim ludzie. Oczywiście, że nie wszyscy mają energię, która mi odpowiada, a nie każdy dźwięk to poezja (czasem sąsiad wierci dziury), ale jestem obecna słyszę, widzę, odczuwam, uczę się, wybieram co wpuszczam do mojego świata a czemu nie pozwalam wejść.

Wszyscy są ważni i czegoś uczą - nawet jak lekcje nie są miłe. Wszystkie chwile są ważne. Każdy oddech jest ważny. Pamiętaj.

Zanurzyć zęby w gruszce i poczuć jej smak.

Wystawić policzki na deszcz i poczuć, co to znaczy być mokrym.

Otworzyć okna i uszy na muzykę świata, i usłyszeć głos natury i cywilizacji, które wnikają w nasz dom.

Patrzeć szeroko otwartymi oczami na spotkanych ludzi.

Poczuć zapach pościeli w której przyszło nam spać.

Wsłuchać się w melodie głosu i rytm naszego rozmówcy.

Popatrzeć pod nogi, by zobaczyć ziemię po której się stąpa.

Popatrzeć w chmury.

Wystawić buzię do słońca.

Poczuć we włosach wiatr.

Poczuć jak pachnie ziemia.

Wsłuchać się w burzę.

Zauważyć tęczę.

Być obecnym.

Sens życia ...



Przesyłam uściski i wracam do naszej codzienności. Teraz wypełniają ją zjeżdżalnie, karuzele, huśtawki i wiatr we włosach.


Kocham Cię, Mama

czwartek, 28 maja 2015

Francuskie lekcje - jesteś kompletną częścią większej całości, której na imie wszechświat.



Pamiętasz Kochanie jaki pisałam Ci, że moi francuscy przyjaciele dbali o detale, o jakość swojej codzienności?


Chyba każdy, kto pierwszy raz przyjeżdża do Francji odnosi podobne do mnie wrażenie, że wszędzie gdzie się odwróci otacza go piękno.

Pokój hotelowy, niby mały, ciasny a stylowy. 

Proponowane posiłki proste, niewyszukane a jednak zwodniczo piękne i apetyczne.

Przemierzane uliczki: wąskie, zdawałoby się zupełnie niepraktyczne, jednak w zderzeniu z ich urodą,wypełniającymi je kolorem okiennicami i kafejkami niezwykle urocze.

Piekarnie niby takie same jak wszędzie, a jednak jakiś nieuchwytny aspekt powoduje, że zupełnie inne: kuszą pachnacymi bagietkami, croissantami i tartami.

No i Ludzie, niby tacy jak wszędzie i niscy i wysocy, i grubsi i chudsi, i odznaczający się mniej i bardziej oryginalną urodą, a jednak wszyscy, tak, tak wszyscy (nawet Pani sprzatająca pokój,choć wydawałoby się, że do sprzatania elegancja niepotrzebna) uderzająco piękni i eleganccy.

Pamiętam swój pierwszy poranek w domu mojego przyjaciela: parujący dzban herbaty na stole, niewyszukane grzanki, miód i konfitury. I pamiętam też z tego poranka żonę Partyka Domitill. Która otulona przepięknym szlafrokiem z przewiązanymi uroczą opaską włosami,wyglądała niezwykle elegancko i szykownie nawet o poranku.

Potem jeszcze niejednokrotnie byłam zadziwiana przez Domitil, która mimo, iż nie pracowała a swój czas dzieliła między bycie mamą, żoną,  gospodynią domową i byciem Sobą, zawsze wyglądała pięknie, elegancko i niewątpliwie miała swój styl.

Przez klika miesięcy pobytu, ani razu nie widziałam jej w dresie, czy rozciągniętym podkoszulku. Nawet podczas prac ogordniczych, Domitil wyglądała jak prawdziwa dama: kobieco, klasycznie, a przy tym niezwykle naturalnie.

Można powiedzieć, że żona mojego przyjaciela przydawała elagancji i szyku nawet zwykłym jeansom, czy szlafrokowi.

Kluczem były nie ubrania, lecz ona sama. To jak siadała, chodziła, w jaki sposób gestykulowała, jak i co mówiła, w jaki sposób jadła, piła czy też się uśmiechała.

Wtedy jeszcze nie bardzo rozumiałam skąd bierze się jej gracja, szyk i piękno. Teraz myślę, że wiem. Francuzi po prostu pokazują się Sobie i światu ze świadomością, że ich obecność jest ważna i wnosi coś do większej całości.

Każdy z nich pielęgnuje to co w nim piękne, i unikatowe, by kiedy przyjdzie odpowiednia chwila obdarować tym świat.

A musisz wiedzieć Kochanie, że odpowiednia chwila by wnosić piękno w życie wszechświata jest zawsze. Zrozumiałam to, kiedy zaczęłam się przeglądać w Twoich oczach, i zauważyłam jak naśladujesz mój sposób bycia, jak chłoniesz mnie, moją życiową energię, moje  słowa, mój uśmiech, albo smutek, moją prywatną melodię.

Odpowiednia chwila jest po przebudzeniu, gdy odgarniamy włosy z czoła, przeciągamy się i przecieramy zaspane jeszcze oczy.

Odpowiednia chwila jest też wtedy, gdy spoglądamy na siebie podczas porannej toalety- to właśnie ten moment, kiedy można się do siebie uśmiechnąć, otulić nasze "ja" dobrym słowem i zachwycić sie swoim pięknem.

Odpowiednia chwila jest też wówczas, gdy wybierasz strój w jakim ujrzy Cię świat, i kolor pomadki, którą pomalujesz, bądź nie dziś usta.

Odpowiednia chwila jest też wtedy, gdy zasiadasz z rodziną do śniadania, podajesz im coś pysznego, a potem nieśpiesznie pijesz w towarzystwie bliskich herbatę, i obdarowujesz ich porcją ciepła, energii i uśmiechu na nadchodzący dzień, a także sama zostajesz ubogacona ich obecnością.

Odpowiednia chwila jest też wówczas, gdy mijasz dozorcę swojego osiedla, bloku, i zamiast spuszczać w dół głowę uśmiechasz się do niego promiennie, i mówisz "dzień dobry".

Odpowiednia chwila jest też wtedy, kiedy niezrażona burknięciem Pani w kiosku ruchu, żegnasz ją grzecznie, z uśmiechem życząc, pięknego dnia.

Odpowiednia chwila jest też wówczas, gdy Twój Mąż, albo Twoje Dzieci zmęczone po swoich zajęciach chcą poszaleć w domu, i zburzyć Twój wypracowany porzadek, a Ty zamiast utyskiwać z tego powodu, rzucasz w przestrzeń żart, i przyłączasz się do zabawy.

Odpowiednia chwila to także ten moment, kiedy kupujesz kawę w pobliskiej kawiarni, i zwracasz uwagę na tego kto cię obsługuje, patrzysz mu z usmiechem w oczy, rozmawiasz wesoło o pogodzie, albo chwalisz cudowność pianki, którą przygotował na Twoim latte.

Odpowiednia chwila, to również ta, gdy porzadkujesz przestrzeń domu, wypełniasz go pięknymi akcentami, po to by cieszyły oczy Twoje i bliskich Ci osób.

Odpowiednia chwila to także ta, gdy na klawiaturze komputera wystukujesz jakiś post, lub wiadomość, by przesłać przesłanie światu.

Odpowiednia chwila to także ta, gdy wybierasz kanał radiowy, włączasz muzykę, albo otulasz się ciszą na balkonie, czy leśnym spacerze.

Wszechświat zawsze na Ciebie patrzy. Czasem Twoimi oczami, czasem oczami Twoich bliskich,  a czasem oczami zupełnie obcych ci osób, lub oczami przyrody.

Ty także zawsze patrzysz. W każdej sekundzie życia masz szansę dać sie zainspirować, lub zostać zainspirowaną.

Żyj więc ze świadmością, że Twoja obecność we wszechświecie jest ważna i dokładaj kompletną siebie do większej całości.

Obdarowuj pięknem zwykłe chwile, zwykłych ludzi, inspiruj, wywołuj uśmiech, wzbudzaj entuzjazm i roztaczaj miłość.

Kocham Cię, Mama

środa, 27 maja 2015

Francuskie lekcje - szczęścia się doświadcza.



Wieje dziś u nas niemiłosiernie, tak, że aż głowy chce urywać. A wietrzna i deszczowa podgoda zawsze wywołuje u mnie wspomnieniowy nastrój.


Opatulona w koc, siedząc na balkonie przeniosłam się dziś do Tuluzy, w której bez względu na pogodę rankiem odbywałam spacery po wzgórzach i wdychałam świat.

Pomyślałam, też, że napiszę Ci o kolejnej francuskiej lekcji, której tam doswiadczyłam. Otóż kiedy, mała Beatrice lat 4 uczyła mnie francuskiego, oprócz takich słów jak krowa, motyl, piękny, czy koń poznałam słowo szczęście. Po francusku szczęście to bonheur, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy "dobry czas".

Na tamten moment, nie budziło to we mnie żadnych refleksji. Jednak przyszła taka chwila, w moim życiu, kiedy byłam zapętlona w różne obowiązki, i często używałam sformułowania: "nie mam na to czasu". Przeczytałam też wówczas w książce Wojciecha Cejrowskiego, o tym jak różnie postrzegają czas różni ludzie. Wyjaśniał on, iż Europejczycy znają liniową koncepcję czasu, dlatego ciągłe gdzieś gnają, lub gdzieś są spóźnieni, natomiast w Ameryce Poludniowej, czas odmierza się cyklicznie, dlatego na swój sposób, zawsze jest się tam przed czasem. 

Właśnie wtedy zrodziło się w mojej głowie pytanie jak to z tym czasem jest. Po namyśle, i wielu lekturach o tej tematyce, doszłam do wniosku (tak, tak niezbyt odkrywczego, ale jednak), że czas jest jedynie koncepcją ludzkiego umysłu, i tak naprawdę nie istnieje, a to czego doświadczamy to po prostu zmiana, którą postanowiliśmy czasem nazywać.

Zrozumiałam też, iż powtarzane przeze mnie: "nie mam na to czasu", oznacza nie mniej nie więcej tylko tyle, że nie chcę na to, swojego czasu poświęcać.

W swojej książce "365 z trenerem osobistym" Pani Iwona Majewska - Opiełka, też zwraca uwagę na to, iż to nie czasem zarządzamy a sobą w czasie, i że kiedy mówimy nie mam czasu, oznacza to właśnie nie chcę swojego czasu na to, czy na tamto poświęcić.

W swoich czytelniczych wędrówkach natknęłam się także na książkę "Szczęście na dzień dobry", której autorka podobnie jak ja doświadczyła we Francji swoich pięknych życiowych lekcji.

I również poznała francuskie słowo szczęście. Wtedy właśnie jak bumerang wróciło do mnie jak istotne jest uważne wczytanie się w dosłowne tłumaczenie tego słowa. 

Skoro czas to nie jest coś co można posiadać, a jedynie jest on zmianą, której doświadczamy, zatem bonheur - szczęście - dobry czas - jest także czymś, czego nie można mieć a jedynie tego doświadczać. 

Kiedy się to zrozumie o wiele łatwiej otworzyć się na koncepcję uważnego życia, doświadczania czasu, i zmian, które on ze sobą niesie. Szczęście to właśnie taka zmiana, to taki szczęśliwy czas, wywołujący uśmiech na naszej twarzy i ciepło w sercu. Szczęścia można doświadczać, przyjąć je, przeżyć, zapisać w sercu wspomnieniem, ale nie można go mieć ani posiąść.

Jamie Cat Callan autorka ksiażki "Szczęście na dzień dobry" zwraca także uwagę, na to, iż we francuskim słowniku nie ma takiego zwrotu, jaki posiadają amerykanie, czy też my Polacy, jak dążyć do szczęścia. We Francji szczęścia się szuka. Francuski odpowiednik dążenia do szczęścia to la recherche du bonheur co oznacza właśnie poszukiwanie szczęścia.

Kiedy uważnie przeanalizuje się znaczenie słów dążenie i poszukiwanie, można łatwo zauważyć, że dążenie, zakłada pewną gonitwę za czymś, po coś. Dążenie też zakłada, że na ten moment się tego czegoś do czego się dąży nie ma. Tymczasem słowo poszukiwanie zakłada, uważne rozejrzenie się dookoła siebie by znaleźć coś co już tam jest.

Jestem bardzo wdzięczna Jamie Cat Callan, za zwrócenie uwagi na tę kwestię, a Francuzom za ich słownik, bo znacząco wpływa on na zmianę postrzegania szczęścia.

Szukanie szczęścia jest o wiele przyjemniejsze niż dążenie do niego. Bo w tym słowie kryje się świadomość, że nasze małe szczęścia już są gdzieś obok, tylko trzeba otworzyć oczy, serce, i je znaleźć.

Spójrz Kochanie na swoich bliskich, swoje mieszkanie, swoją pracę, swoje działania, swoje dni świeżym okiem i poszukaj w nich szczęścia. Może siedzi ono na balkonie owinięte w ciepły koc z kubkiem herbaty, może leżakuje między stronami jakiejś książki na szafce przy łóżku, może właśnie puszcza bańki mydlane w wannie, albo zdmuchuje piankę z  ciepłego cappucino, może rozmawia  przez telefon z kimś ci bliskim, albo uśmiecha się do ciebie w osobie sąsiadki czy sąsiada, lub merda ogonem jakiegoś psiaka.

Szukaj go w zwykłych ludziach, zwykłych dniach i zwykłych chwilach. Doświadczaj codziennie swojego dobrego czasu. I nie ubolewaj, że szczęścia nie można posiąść. Wszystko co można posiąść, można i stracić. Szczęścia stracić się nie da, bo nie można go też mieć - jego się tylko, a raczej aż doświadcza.

Ja doświadczam go codziennie w Twoim zachwyconym światem spojrzeniu, w zapachu porannej herbaty, w rozwiewającym mi włosy wietrze, w aromacie świeżo zaparzonej kawy, w rozmowach z bliskimi ludźmi, w promieniach słońca ogrzewających mi twarz, i naszych stadnych rankach i wieczorach.

Otwórz oczy i serce, szukaj i doświadczaj szczęścia, czyli dobrego czasu bez pośpiechu.

Kocham Cię mocno, Mama


wtorek, 19 maja 2015

Szczęśliwy klucz



O szczęściu Iduś widzianym moim okiem napisałam Ci już całkiem sporo.

Jeśli czytałaś moje listy, to już wiesz, że szczęście według mnie to stan umysłu, że nie można go zmierzyć liczbą posiadanych przyjaciół, pieniędzy, czy rzeczy, a jego wyznacznikiem jest nasz prywatny stosunek do tego co posiadamy, i że czy nam się to podoba czy nie na szczęście trzeba sobie zapracować, a praca ta może być niezwykle przyjemna.

Wiesz też, że szczęście upodobało sobie tych, którzy dbają o swój charakter, i o rozwijanie logodydaktycznej piątki, której autorem jest Pani Iwona Majewska - Opiełka, czyli pracują nieustannie nad poczuciem własnej wartości, poczuciem obfitości, proaktywnością, pozytywnym myśleniem i poczuciem spójności wewnętrznej.[1]

Dziś chciałam poszerzyć te wszystkie informacje o jeszcze jedną. Chcę ci napisać, że klucz do Twojego osobistego szczęścia jest w Tobie, bo tylko Ty znasz swoje proagnienia, potrzeby i wiesz co Cię uszczęśliwi.

Pewnie zapytasz jak to się ma do badań psychologicznych i naukowych odkryć. 

Otóż moim zdaniem moja teza jest z nimi bardzo spójna.

Badaczka szczęścia Sonia Lubomirsky udowodniła, że są pewne aktywności, które realnie i na dłużej podnoszą poziom szczęścia w naszym życiu, należą do nich:


1. Wyrażanie wdzięczności 
2. Ćwiczenie optymizmu 
3. Zwalczanie skłonności do zamartwiania się 
4. Ćwiczenie aktów życzliwości 
5. Zacieśnianie relacji z ludźmi
6. Ćwiczenie zaradności 
7. Wybaczanie 
8. Robienie tego co nas naprawdę wciaga 
9. Czerpanie radości z życia 
10. Realizowanie celów z zaangażowaniem 
11. Praktykowanie religii i duchowości 
12. Dbanie o ciało  [2]

Znajomość tej "szczęśliwej 12" na nic się nie zda bez samoświadmości i posiadania wglądu w siebie.

Nikt inny nie zna odpowiedzi na pytanie, którą z tych 12 sfer zaniedbujemy. Nikt inny nie wie również nad którym elementem logodydaktycznej piątki powinniśmy się dłużej zatrzymać i go doskonalić. Wiemy to jedynie my sami.

W Nas jest klucz do szczęści: to my znamy odpowiedzi na pytania:

  • jakie są nasze potrzeby i pragnienia
  • jakie wyznajemy wartości
  • jakie są nasze zniedbanie względem pracy nad naszym charakterem
  • jakie punkty z "szczęśliwej 12" mają z naszej strony zbyt mało uwagi.

Odpowiedzi na te pytania to klucze do Twojego osobistego szczęścia Kochanie. Znajdź chwilę, przysiądź i na nie odpowiedz a potem do dzieła.

Otwórz drzwi prowadzące do szczęśliwości, za nimi jest droga, czasem wiedzie ona na wprost, czasem jest kręta, czasem prowadzi pod górę, ale zawsze prowadzi w jedno miejsce - do Twojej osobistej szczęśliwości.

Miłego pielgrzymowania Kochanie, idź świadomie na  spotkanie Swojemu Osobistemu szczęściu. I pamiętaj, że już pokonywanie samej drogi świadomie to szczęście.

Kocham Cię, Mama

Bibliografia:

[1] Trener Osobisty - 365 dni z Iwoną Majewską - Opiełką, Wydawnictwo Oficynka, 2014
[2] „Psychologia Społeczna” – rodział 10, Bogdan Wojciszke, Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2012


sobota, 16 maja 2015

Nadaj sens.





Wiem, że miałam kontynuować domowy cykl, i wierz mi Iduś, że tak zrobię :), nie ominą Cię listy o sprzątaniu gotowaniu, słowie i rodzinie, czyli o wszystkim tym co w sobie słowo dom zawiera.

Jednak dziś chciałam napisać o czymś co wydaje mi się bardzo ważne. Pomysł na list jak zwykle przyszedł do mnie ze świata, i uznałam temat za na tyle istotny, by się nim z Tobą podzielić.

Zdarzyło się ostatnio, że z różnych ust usłyszałam o tym, że "coś jest bez sensu", że życie jest bez sensu, ta praca jest bez sensu, albo te działania są bez sensu.

Zaczęłam intensywnie myśleć jak to się dzieje, że coś dla Kogoś traci sens, i czy w moim życiu jest coś bezsensownego.

Po dłuższym zastanowieniu uznałam, że wszystko co robię: od sprzatania, przez gotowanie, pracę, pisanie, spacerowanie, zabawy z Tobą w piaskownicy, a skończywszy na tym czym i Kim wypełniam swoje istnienie ma dla mnie głęboki sens.

Dotarło też do mnie, że moje życie ten sens posiada ponieważ ja mu go sama nadaje.

Dlatego, jeśli ktoś patrząc na swoje życie sensu nie widzi, to powinien sobie zdać sprawę, że tylko on może mu ten sens nadać.

Jak to zrobić?

Moim zdaniem najlepiej to zrobić na dwa sposoby:

Po pierwsze  tak jak w swych książkach radzi Pani Iwona Majewska - Opiełka warto zadać sobie pytanie o to jaka jest misja naszego życia,  jaka jest jego wizja i jakie są nasze wartości. Warto też zadać sobie pytanie jak chcielibyśmy być zapamiętani przez innych ludzi. Te pytania uświadamiają nam dokąd zmierzamy, co chcemy osiagnąć i jakimi sposobami możemy i chcemy to zrobić, a jakie kategorycznie odrzucamy.
W życiu można być oczywiście wędrowcem i iść, gdzie nas prowadzi droga, ale można być także pielgrzymem i wybierać drogi samemu, by zmierzac tam gdzie się chce, dokładnie tymi ścieżkami, które uważamy za dobre i piękne.

Po drugie oprócz odpowiedzi na te pytania, w życiu trzeba oddawać serce chwili i nadawać sens każdej osobnej minucie. Bo to właśnie z tych minut utkane jest nasze istnienie. Może jesteś tak jak ja Mamą i pół dnia spędzasz na zabawach ze swym dzieckiem w piaskownicy? Nadaj sens tym chwilom, oddaj im serce. Niech zapiszą się w sercu Twoim i Twojego dziecka pięknym wspomnieniem. Wygrzewaj ciało w promieniach słońca, poczuj dotyk piasku pod palcami, naciesz oczy zachwytem w oczach Twojego dziecka na widok stawianych pierwszy raz piaskowych babek, poczuj zapach wdychanego powietrza, usłysz śpiewające dla Was ptaki, popatrz na płynące po niebie chmury, rozluźnij ciało i umysł i oddaj sie bez reszty zabawie, bo Twoje dziecko właśnie modeluje - patrzy i uczy się świata od Ciebie. Może nie masz dzieci, moze jesteś studentką - nadaj sens tym młodzieńczym, beztroskim chwilom: słuchaj z pasją wykładowców, zatapiaj się w czeluściach uniwersyteckich bibliotek, ciesząc się panującą w nich naukową atmosferą i ciszą, kiedy możesz korzystaj z akademickiego życia: tańcz, piknikuj, chodź na koncerty, śpiewaj, poznawaj ludzi i świat. Może jesteś jeszcze na zupełnie innym etapie życiowej drogi? Jedyna właściwa decyzja to oddać się jej bez reszty, wypełnić swoje serce miłością do Siebie i przeżywanych właśnie chwil i nadać im sens. Przyjmij pory roku, pory życia z ich całym dobrodziejstwe, popatrz na nie sercem i weź z nich to co najpiękniejsze dla  Ciebie.

Każdą chwilę naszego życia możemy przeżyć świadomie. Kiedy nadamy sens pojedynczym zwykłym chwilom i oddamy im swoje serce,  to kiedy będziemy w wieku 80 lat dmuchać świeczki na torcie, w naszym sercu będzie gościć szczęście i spełnienie. Bo wypełniać je będą radosne wspomnienia i ten unikatowy w życiu moment: my, nasze pomarszczone przez życie ciało, wesołe ogniki tlące się w przymrużonych oczach, bliscy, ukochani przez nasze serce ludzie, rozżarzone świeczki i wypełniająca pomieszczenie mieszanina radości, miłości i ludzkiej życzliwości.

Nadaj sens swojemu życiu Kochanie, obdarz siebie i swoje życie miłością, a szczęście i spełnienie wypełnią Twoje istnienie po brzegi.

Kocham Cię, mocno Mama